Patronką naszej szkoły jest hrabina Marion Dönhoff, urodzona w grudniu 1909 roku w Królewcu (zm. 11.03.2003). Jej ojcem był August hrabia Dönhoff - poseł do Reichstagu. Jej matka, z domu von Lendorff, była damą dworu niemieckiego.

Marion Dönhoff spędziła dzieciństwo w Prusach Wschodnich, w rodzinnej posiadłości Fridrichstein. W roku 1925 rozpoczęła studia w Poczdamie. W roku 1929 otrzymała tytuł doktora nauk politycznych na Uniwersytecie w Bazylei. W czasie wojny działała w opozycji antyhitlerowskiej. W roku 1944 była jedną z inicjatorek zamachu na życie Hitlera w Gierłoży. W 1945, w styczniu zmuszona została uciekać konno do Niemiec. Po siedmiotygodniowej wędrówce dotarła do Hamburga.

Hrabina jest autorką kilkunastu książek i kilkuset artykułów. Działalność na rzecz pojednania narodów przyniosła jej wiele sławy i poważania. Była niekwestionowanym autorytetem w dziedzinie politologii. Zawsze jednak powtarzała, że największym zaszczytem jaki ją spotkał, jest patronowanie naszej szkole.


Marion Doenhoff trzykrotnie wyłamywała się konwencji swego czasu. Po pierwsze „zdradziła” swoją klasę, rezygnując z przywilejów posiadanych z racji urodzenia i ponownie zdała życiowy egzamin, kiedy to po roku 1945 bez ojczyzny i majątku – znalazła się w okupowanych Niemczech. 

                Po drugi, „zdradziła” swe ojczyste strony, bo gotowa była do politycznego wyrzeczenia się Prus Wschodnich i jako jedna z pierwszych wystąpiła w tej sprawie publicznie. To ona wszak była orędowniczką aktywnej polityki wschodniej zachodnich Niemiec, uwieńczonej układem gwarantującym nam nienaruszalność granicy zachodniej. 

                Po trzecie Marion Doenhoff „zdradziła” swoją płeć, wyruszając na szczyty zajmowane dotąd przez mężczyzn. To ona podczas wojny męską ręką zarządzać będzie rozległymi dobrami Doenhoffów, a potem przez długie lata kierować będzie redakcją prestiżowego tygodnika liberalnej niemieckiej inteligencji „Die Zeit”. Marion stanie się jedną z czołowych osobistości powojennych Niemiec. Nigdy też – choć otoczona mężczyznami –  nie wyjdzie za mąż.  

                Urodziła się jako siódme, ostatnie dziecko. Ojca widywała rzadko i z daleka. Umarł, nim skończyła 11 lat. Matkę, byłą damę dworu cesarzowej, często w podróżach, widywała w pokoju dziecięcym podczas wieczornej modlitwy. „My, dzieci, w każdym razie troje najmłodszych, widywaliśmy naszych rodziców rzadko, oni mieszkali na dole, my na górze z opiekunką, jedliśmy sami, bawiliśmy się sami ...”. Dom przesiąknięty był atmosferą pruskich cnót: tolerancji, wynikającej z rozsądku, zmysłu państwowego  i lojalności bez służalczości. 

                Marion donaszała stroje po starszym rodzeństwie. Była nieśmiała, czuła się brzydka, głupia i nieważna.  ”Dobrze jedliśmy tylko wtedy, kiedy byli goście”. Do kodeksu honorowego należało nigdy nie dać po sobie znać, że boli. 

                Przed rozpoczęciem studiów Marion spędza dłuższy czas u swego o pięć lat starszego brata w Afryce. Dokonuje tam wyczynu, który zyskał jej sławę wśród Masajów – zabija lamparta. Położyła go pierwszym strzałem. Z Afryką, w której bywała potem wielokrotnie, czuje się głęboko związana. Podróże są jej pasją. 

                Na prośbę najstarszego, ukochanego brata Heiniego godzi się po studiach wrócić do domu i zarządzać rodzinnymi dobrami. „naszym ideałem było coś takiego: kiedy już wszyscy będziemy starzy, pozbędziemy się naszych mężów i żon i znów zamieszkamy razem. To był oczywiście żart, ale tkwiło w nim jakieś ziarnko prawdy”. 

                Marion Doenhoff, jak sama mówi, miała dwa życia. Pierwsze od urodzenia w 1909 po pewną mroźną styczniową noc 1945 roku, kiedy zarzuciła plecak, osiodłała konia, do siodła przytroczyła niewielkie zawiniątko i – zostawiając drzwi do pałacu otwarte, a na stole nie sprzątnięte srebra – ruszyła na Zachód. 

                Po kilku dniach włóczęgi konno, w niekończącym się strumieniu uciekinierów, Marion przekracza most kolejowy na Nogacie w pobliżu Malborka. Jest coraz trudniej, raz po raz przy drodze widać trupy. Kiedy Marion na swym rumaku Alarichu dociera do wreszcie do majątku Metternichów w Vinsebeck, jest już wiosna. Nigdy potem nie dosiadła konia. 

                Drugie życie rozpoczęło się, kiedy to odkryli się nawzajem hrabianka Marion i czterej panowie. Mieli skarb – licencję brytyjskich władz okupacyjnych na wydawanie pisma. Szukali dziennikarzy. Marion miała doktorat z ekonomii, marzyła o pisaniu i interesowała się polityką. Była mocno – choć pośrednio zaangażowana w pamiętny zamach na Hitlera w Wilczym Szańcu 20 lipca 1944 roku. 

                Marion Doenhhoff była przez długie lata kierownikiem działu politycznego i komentatorem, potem redaktorem naczelnym „Die Zeit”.  

                Kto chciałby się dowiedzieć czegoś o uczuciach do ludzi, zwłaszcza do mężczyzn, dozna rozczarowania bez tego wątku to ciekawe życie wydaje się niepełne. Mówi się, że hrabianka miała w młodości narzeczonego, który zginął i już nigdy z nikim się nie związała. W jej sylwetce pewnie mieści się taka wierność po grób. Ale była też w Marion Doenhoff otwartość, ciekawość życia, pasja. Chłód, rezerwa i cnoty obywatelskie nie wyczerpują tej osobowości, choć rzucają się w oczy. Jeden z jej przyjaciół, Henry Kissinger, powiedział kiedyś, że jest jedną z dziesięciu sprawiedliwych tego świata. 

                W roku 1962 Marion Doenhoff przyjeżdża do Polski. Wypędzeni uważają ją za zdrajczynię. W niej samej polityk długo walczy ze zwykłym człowiekiem. ”Przez długi czas, wbrew rozsądkowi, wierzyłam, że stanie się jakiś cud ... niezależnie od świadomości jasnego dnia, są przecież także senne, nocne marzenia” – wyznaje. A kiedy już wie na pewno, że cudu nie będzie, stwierdza: „Być może to najwyższy stopień miłości – kochać, nie posiadając”.   

                Z okazji jej 90. Urodzin młodym adeptom niemieckiego dziennikarstwa zadano pytanie, kim jest dla nich hrabina Doenhoff. Ktoś napisał: ”Mogła zostać wdzięczną żoną i królową towarzystwa, ale wolała myśleć. Prawdziwy wzór. Do żadnej kobiety słowo <babcia> nie pasuje  mniej niż do  niej. Mimo to, chciałabym, żeby była moją babcią”.

 

 

 

 

Społeczne Gimnazjum i Liceum Ogólnokształcące im. Marion Dönhoff w Mikołajkach ul. Leśna 2a, 11-730 Mikołajki,

tel: 87 4216 674, 87 4215 256

 

główna | historia | patronka | szkoła | nauczyciele | uczniowie | rekrutacja | plan lekcji | aktualności | galeria |